Logo Zakładu Aktywności Zawodowej im. Jana Pawła II w Branicach

Nasze aukcje na Allegro
Znajdź nas na Facebook

Kolęda ZAZ w Urzędzie Marszałkowskim

Kolęda ZAZ - plakat

Artykuły prasowe

Anioły walczą z chińszczyzną

Wojnę mocarstwu wydal Stanisław Wodyński, kierownik Zakładu Aktywności Zawodowej im. Jana Pawia II w Branicach, bo nie widzi powodu, dla którego święta należałoby spędzać w otoczeniu plastikowych Dzieciątek, aniołków i szopek rodem z Chińskiej Republiki Ludowej. Mamy bowiem swoje Dzieciątka, swoje anioły i swoje szopki, a ich cena może być, jak zapewnia Wodyński, konkurencyjna. - Dlaczego mamy zasiadać do wieczerzy w otoczeniu ozdób "Made in China"? Wydałem Chińczykom wojnę i wierzę, że możemy ją wygrać - mówi Wodyński.

Anioły walczą z chińszczyzną

Arsenał do tej wojny już jest przygotowany - to setki kufli, figurek, kominków zapachowych i szopek, które już czekają na swoich właścicieli. Są jak piąta kolumna - trafią na stoły półki i parapety, podbiją serca posiadaczy, a potem obalą każdy chiński gadżet, jaki pojawi się w polu rażenia. Jak jest wojna, to jest i wojsko - to 40 niepełnosprawnych zatrudnionych w Zakładzie Aktywności Zawodowej w Branicach. Nasz zakład jest ciepły, przywraca godność tym, którzy żyli do tej pory często w małych wioskach i w wielkim opuszczeniu. Dzięki pracy, jaką u nas wykonują, mogą wrócić do świata. Przy ostatnich wyborach pracowali nawet w komisjach wyborczych - opowiada Wodyński. - Ale moją prawdziwą ambicją jest wprowadzić ich na parnas - dodaje.
Ceramika, jaką wykonują na wojnę z Chinami, jest oparta na wzorach zaproponowanych przez Wodyńskiego, jednak każdy egzemplarz jest wyjątkowy
- Teraz jest pęd do uzyskiwania przeróżnych certyfikatów, a podstawą do tego, żeby je otrzymać, jest powtarzalność, standaryzacja... Cóż, u nas jest dokładnie na odwrót i to mnie cieszy chyba najbardziej - mówi Wodyński. Każdy egzemplarz to ręczna robota kogoś z zakładu.
Po wyrobie widać, gdzie twórca się przy pracy zawahał, a gdzie coś dodał od siebie. Na każdą wojnę, a zwłaszcza na taką, którą toczy się z mocarstwem, trzeba mieć jednak pieniądze. Chińskie gadżety produkowane masowo są tanie, takie więc muszą być też branickie wyroby.
- To nasza szansa. Mamy dużo zapału, proponujemy urokliwą ceramikę i mamy dotację z urzędu marszałkowskiego, nasze wyroby są więc w przystępnej cenie. Nie zatrudniamy dzieci ani więźniów, a Chińczycy tak - mówi Wodyński.
Pierwsze walki na froncie chińsko-opolskim dziś w urzędzie marszałkowskim. Odbędzie się tam kiermasz i godzinne kolędowanie (w godz. 10-11) z udziałem głubczyckiego chóru (jest wojna, jest i hymn wojenny). Dzisiaj i jutro będzie można kupować figurki z Branic w godz. 10-16. - Tylko proszę się pospieszyć, bo jak się wszyscy na nie rzucą, to nie wiem, czy ich wystarczy - śmieje się Wodyński.

Anita Dmitruczuk

Chińskim aniołom mówimy; nie.

Będą wyrabiać Koziołka Matołka

ceramika artystycznaZakład Aktywności Zawodowej w Branicach najprawdopodobniej będzie produkować ceramiczne Koziołki Matołki. Zamówienie jest efektem rozgłosu, wypowiedzenia Chinom wojny na ozdoby świąteczne. Zaczęło się od tego, że Stanisław Wodyński, szef zakładu, w którym pracują niepełnosprawni, zaczął organizować kiermasz świąteczny. Pracownicy z Branic wypalają bowiem ceramiczne aniołki, szopki i inne bożonarodzeniowe cacka. Wodyński uznał, że mogą konkurować z chińskimi wyrobami, i ogłosił światu, że wypowiada wojnę Chinom. Temat podłapały media i tak do zakładu zaczęły lawinowo spływać zamówienia z całej Polski.
- Tak naprawdę wypowiedziałem wojnę Chinom trochę żartem, ale się okazało, że to przyniosło niesamowity efekt. Dostałem naprawdę sporo listów - mówi Wodyński. Najciekawszą propozycję złożono branickiemu zakładowi tuż przed świętami.
- Zaproponowano nam, żeby robić ceramiczne Koziołki Matołki, które mają być sprzedawane, żeby rozpropagować tę postać - mówi Wodyński.
- Na razie nie mogę podać wielu szczegółów. Czekam na materiały, to znaczy książkę i maskotkę, które mamy dostać, a które mają nas zainspirować do stworzenia projektu - dodaje Wodyński.
Nie ukrywa, że sam aż pali się do tego pomysłu. - Koziołek Matołek to jedna z moich ulubionych postaci. Pierwszą książeczkę o jego przygodach czytałem bodajże w 1948 i koziołek walczył wtedy z hitlerowcami - wspomina Wodyński. Jest tylko jeden problem do rozwiązania.
- Z tego, co pamiętam, Koziołek Matołek ma bardzo cienkie nogi, więc trzeba go zrobić tak, żeby cała figurka utrzymywała się bez problemu - mówi. Wodyński, wypowiadając wojnę Chinom, sam nie spodziewał się, jakie przyniesie to skutki. Na kiermaszu w Opolu sprzedały się prawie wszystkie bożonarodzeniowe wyroby, jakie tam przywieziono.
- To bardzo miłe, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że pierwsza potyczka z Chinami okazała się naszym wielkim zwycięstwem - śmieje się Wodyński.

Pracownicy zakładu